RSS
poniedziałek, 15 lutego 2010
Orka!

Ferie? Jak najbardziej tak, ale w czasie przeszłym. Było, minęło. Oczywiście chciałoby się poleniuchować jeszcze troszki. Niestety czas wracać do rzeczywistości. Ostatni tydzień mogę zaliczyć do tych z serii wspaniałych, niezapomnianych. Beztroskie życie, to coś, co mnie zawsze pociągało. Jednak zostałem szybko sprowadzony na ziemie, po tym jak dowiedziałem się o kolokwium z historii W. Brytanii - kurde, a żyło się tak błogo i bez zmartwień. Jestem przykładem takiego leniucha, któremu nic się nie chce, poza jednym - leniuchowaniem. Uściślając nie idzie, o to że leże w łóżku i się modle. Odwrotnie. Robię wszystko co nie związane ze szkołą. Jestem z Baśkiem, którego UWIELBIAM i oddałbym wiele żeby taki stan rzeczy zachować... Chcemy się wziąć za siebie, zrzucić sadełka biegając, ale tak dowaliło śniegu że biegałbym w nim po pas. Prognozy pogody są dość optymistyczne, więc liczę że w przeciągu dwu tygodni pozbędziemy się białej zmory i będziemy zamieniać słowa w czyn. Ciekawe jak długo wytrwamy w postanowieniu, bo nie chce wytykać palcem (i tak to zrobiłem, szlag) kto chciał zapisać się na taniec towarzyski. :-D Być może jeszcze to zrobimy. Chociaż z czasem kiepsko, szczególnie, że "rozkład jazdy" na studiach nie jest zbyt litościwy. Mogę obiecać, że postaramy się pogodzić szkołe i ruch na świeżym powietrzu. Żeby ta przysłowiowa owca i wilk... Taa, znowu o jedzeniu, a późno już i nie zdrowo opychać się. Co mi tam, jeden kęs... ;-)

Branoc!

B. :-*

 

piątek, 12 lutego 2010
Alive!

Jestem, żyje. Ale niestety czeka mnie poprawka. Trudno. Nawet nie miałem ochoty na wpis. A dlatego, bo byłem zły (na siebie, za oblany egzamin). Straciłem motywację do prowadzenia bloga. Tak więc romantyzm, z którego zdawałem nie dla mnie. Przypuszczałem, że to się tak skończy. Ale nikt porażek nie lubi więc, (jeżeli jest choć jedna osoba, która to czyta) wybaczcie ten marazm. Jak obiecam, że będę tu częściej zaglądał to uwierzycie? Tego się trzymajmy! A jak wyglądał przebieg egzaminu, to zaraz się przekonacie:

W piątek spałem dość spokojnie - chyba zbyt spokojnie. Czułem się względnie dobrze. Osobą odpowiedzialną za mój stan ducha był (i jest) Basiek. Z nią to mogę na koniec świata, gdziekolwiek. Ale o tym później. Egzamin miał się zacząć wg harmonogramu o 11:00, jak to zwykle w życiu jest, była lekka "obsuwa" - no godzinna. Myślę sobie "wejdź i wyjdź, powiesz cokolwiek, nie pękaj!". Miałem mętlik w głowie, całkowity misz-masz jakby mnie ktoś zapytał o datę, to zastanawiałbym się z kwadrans co mamy w ogóle za rok... Kiedy wsparny na kolanach Baśka oczekiwałem na godzine zero, koleżanka z końca korytarza wrzeszczy "Kuba, teraz nasza kolej - chodź!" Zdążyłem tylko złapać indeks, puścić buziaka mojej drugiej połówce i wio na ścięcie. Wchodzę, jak zwykle prof. bardzo grzeczny, mówi "dzień dobry, proszę o indeks, może Pan usiąść" Ach sobie myślę żebyś był taki potulny przy zadawaniu pytać... No nic, zacisnąłem mocno słonika szczęścia (który był z Basią na 3 zdanych egzaminach, więc jest zaczarowany) i oczekuje na pytanie. "No proszę Pana, co Pan tam ma... Kordiana, dramat. To proszę; liryki A. Mickiewicza. Ma Pan parę minut na zastanowienie się" W tym czasie koleżanka z grupy opowiadała z Nie-boskiej komedii. A ja obyślałem plan co by tu wypocić. Te parę chwil minęło jak z bicza strzecił. "No słucham Pana, wypalił wykładowca." Robiło mi się na przemian gorąco i zimno, gorąco i zimo. Po 5-10 sekundowym zacięciu wystrzeliłem. Krótka biografia wieszcza i przeszedłem do cyklu Ballad i romansów żeby potem znaleźć się na Stepach akermańskich, odwiedzić (chyba gościnnie) Lozanne i scharakteryzować kilka mniej znanych utowrów. Wróćmy do Liryk lozańskich, które omijąłem szerokim łukiem, wiem że się nie nauczyłem i p. Borowski to chyba wychwycił. Zaczął mnie dopytywać, ja stulałem coraz to większe głupoty. Po czym kiedy padło szczegółowe pytanie o biografie Mickiewicza spasowałem. Prof. grzecznie oznajmił, żebym się douczył co nieco i przyszedł w drugim terminie zaliczać. Podczas tego egzaminu chyba dwa razy myślałem, że już go mam za sobą, a potem "brudna szmata w pysk" i 2.0 - coś mnie to nauczyło, bo byłem zbyt naiwny.

Wspomniany wcześniej Basiek wszyściutko zaliczył ze średnią 4.0. Jest na następnym semestrze. Trzy naprawdę ciężkie egzaminy za Nią. Tyle, że ona się przygotowywała, ślęczała po nocach, co zaowocowało tygodniowymi feriami bez stresu. Jestem z Niej dumny, choć od początku wierzyłem że sobie poradzi, bo to zdolna dziewczyna jest. I w dodatku piękna, troskliwa, ciepła, uczuciowa, pełna miłości do świata. Uwielbiam.

Pomijając sesje i życie studenckie. Jestem szczęśliwy człowiekiem, bo znalazłem swoje miejsce na świecie. Miejsce w którym jest osoba, którą darzę miłością i pełnym szacunkiem. Widujemy się codziennie i nie patrzymy końca naszych rozmów. Nadmienie jeszcze, że jadłem z rąk Basi przepyszne klawiszki! Polecam, choć przepisu nie znam ;-)

Kończę tę notkę, do końca tygodnia planuje coś dodać nowego. Żeby wyjść z tego snu zimowego. Oby do wiosny!

 

poniedziałek, 01 lutego 2010
AJSES-SESJA-AJSES-SESJA ...

Sesja. Wszędzie. Prześladuje mnie, straszy po nocach, śni, komplikuje życie. Wiem, wiem tylko raz na kilka miesięcy. Ale nie wyrabiam. Chce to mieć za sobą. Niezależnie od wyników, będę miał lepszy humor aniżeli teraz. Egzamin (jeden) mam w środę. Trudny egzamin, ale mimo to uczę się zbyt mało. 3.0 satysfakcjonuje mnie w zupełności, ale czy w ogóle jest możliwe? Zawsze liczyłem na odrobinę szczęścia w myśl zasady, że głupi zawsze je ma. Ale ostatnio nawet tego brakuje. I nie to, że zmądrzałem (co to, to nie) po prostu mnie opuściło. Oby teraz zasilało w pozytywną energię Basiulca, bo inaczej to już lipa i wstyd. Ciągle mam przeczucie, że Basiek poradzi sobie. Ustawicznie wierze w jej możliwości. Mimo, że Ona uważa inaczej. Ale jak sama powiedziała co ma być to będzie. Na razie działam jak prognoza pogody - przewiduje. Czy się sprawdzi? Oby. Wtedy będę szczęśliwy i dumny z Baśka :-)

Co do mojego egzaminu? Nie cierpie ustnych egzaminów, bo mało czasu na zastanowienie, bo większy stres. Zawsze wolałem pisemną wypowiedź. Byłbym spokojniejszy przygotowując jakieś pomoce naukowe (czyt. ściągi), ale w tej sytuacji to jest impossible.

Wierze w Ciebie B :-*

 

/No mamy pierwszą notkę w lutym, ciekawe co skrobnę 28.02 - mam cichą nadzieje, że będzie zdecydowanie bardziej optymistyczna :-)

Dobrej nocy wszystkim.

czwartek, 28 stycznia 2010
Très bien!

W ramach przerwy i odsapnięcia napiszę pare słów. Oficjalnie od dzisiaj mam wolne. Bo zajęć w szkole nie ma. Praktycznie to wygląda inaczej, a dlatego że brakuje paru wpisów. Ok nie będę już narzekał. Basiek zadowolony, ja razem z Nią! Czego chcieć więcej? No może lepszej pogody. Po mroźnej serii bez śniegu przyszło lekkie ocieplenie i śnieg. Na szczęście styczeń już stoi na krawędzi przepaści. Za trzy dni z nieukrywaną satysfakcją kopnę go w tę przepastną dziurę! Wracając do Baśka - ta to ma dobrze. Wszystkie zaliczenia za nią. Zostały tylko egzaminy i... kolejny semestr. Ale broń Boże nie zazdroszcze, wiem że poświęciła na to sporo czasu i nerwów - więc oddaje pokłon :-) Dopowiem tylko, że zawsze w Ciebie wierzyłem!

To tyle, alo!

 

 

Maleńka, jesteś wielka!

B :-*

 

środa, 27 stycznia 2010

Z kawą w ręku. Bo inaczej nawet nie zmusiłbym się do napisania tego zdania do końca. Bo chce iść spać. Ale chcieć, nie zawsze oznacza móc. W moim przypadku nie jest inaczej. Czy słowo sesja Wam coś mówi? Mała podpowiedź, nie jest to sesja fotograficzna czy giełdowa. Pewnie już wiecie o co biega, nie? No kurde. Ta pieprzona rzeź niewiniątek... No, niewiniątek - szczególnie ktoś taki jak ja - pierwszoligowy olewacz, nie może mówić o niewinności. Bo sam się skazałem na zapiernicz w czasie tych paru dni - koszmarnych zaliczeń. W tym momencie tylko ciepłe słowa działają cuda i pomagą - wierzcie. Baśka wypruwa sobie żyły na pisaniu eseju. Ale dzięki temu już jedną nogą jest przed wszystkimi (wszystkie zaliczenia; mission complete). Ostatnio uczyliśmy się razem. Wtedy czas uciekał jak oszalały. Na zegarek zerkałem co parę godzin, które wydawały się minutami. Bardzo mile wspominam te chwile razem. Obym jescze doświadczył tej nauki przedsesyjnej u Baśka - bo czytało się wyjątkowo szybko i owocnie ;-) O kurde bym zapomniał. Nikt nie robi takiej herbaty jak Basiek. Odpowiednia temepratura, ani za ciepła ani za zimna plus cytryna, ilość cukru - poezja. Można się zakochać. Chociaż tę część mam już za sobą (nie tylko do herbatki).

Kończę kolejne mini-podsumowanie. Oczy mi się kleją jakbym je coca-colą oblał...

Dobranoc.

B. :*

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Za pięc...

Już czuje na sobie oddech sesji. Nie powiem, paru zaliczeń brakuje, ale mimo wszystko egzamin daje się we znaki - głowa boli. Pewnie zastanawiacie się co teraz robię? Odpowiem, że tę notkę piszę z innego miejsca niż zwykle. Nie, nie jest to kafejka intenetowa, uczelnia, biblioteka. Tym razem piszę od Basi. Wykorzystuję chwilę wolnego czasu, żeby coś skrobnąć. Robię to, by odsapnąć, bo ostro się uczymy. Konkretnie: czytam streszczenia lektur z romantyzmu, a Piękna zagląda do notatek z językoznawstwa i powtarza reguły gramatyczne francuszczyzny. Lubię ten czas oczekiwania na godzine zero. Mam nadzieje, że będziemy mieć jeszcze wiele powodów do zadowolnienia.

Za oknem temperatura dochodzi do -25 st, nosy i ... uszy odmarzają. Kurde. Wczoraj zgubiłem rękawiczki.

Spadam, do usłyszenia ;-)

 

sobota, 23 stycznia 2010
Słomiany zapał...

Cześć i czołem. Nie było mnie sporo czasu. Kilka czynników ma wpływ  na taki stan rzeczy. Po pierwsze szkoła, po drugie brak chęci na pisanie czegokolwiek. Mówiąc pokrętnie, nie miałem też czasu. Zakładając blog, obiecywałem sobie że będę pisał systematycznie. Można to porównać do noworocznych postanowień, z których i tak nic nie ostaje się po tygodniu, miesiącu... Dlatego teraz żeby nie rzucać słów na wiatr ogłaszam, że notki będą pojawiać się przy przypływie chęci i możliwości czasowych "studenta". Dobra tyle tytułem wstępu.

Pewnie zapytacie: "co u mnie?"Ano nie odkryje Ameryki, gdy powiem że nic nadzwyczajnego. Poza Basią, to czas biegnie jak oszalały, miesiące mijają, lata uciekają. Nawet zaczynam siwieć. No w końcu będę biały jak emalia do ścian - taka kolej rzeczy :-) Jeśli idzie o uczelnie, to wyczuwam lekki brak fuksa. Nic nie przychodzi mi lekko, jak bywało ongiś. Marsz za wykładowcami po zaliczenia nie okazał się ani spacerkiem, ani nawet maroszobiegiem tylko nieustającją gonitwą za zwierzyną na polowaniu... Wiem, że jestem teraz w ciemnej dupie, ale mam zamiar wyjść na powierzchnie, bo kretów nie lubię.

Zakończę już ten wpis. Napiszę o... pogodzie. Temat względnie nudny, taki zapychacz. Ale zawsze to 3-4 zdania więcej do notki :-)

Ja pierdziele, na południu Polski gdzie mieszkam temepratura spadła do prawie -20 st. Odczułem to wracając o 2:00 w nocy, myślałem że zamarznę. Taki stan rzeczy utrzyma się przez jakiś czas, myślę że ok. tygodnia. A potem już luty. Przypominam że luty ma 28dni. A to oznacza że marzec tuż, tuż. Co za tym idzie WIOSNA - na którą czekam jak na pierwszą gwiazdkę!

Do usłyszenia!

B. :-*

wtorek, 19 stycznia 2010
Fetorek...

Było źle. Bardzo. Jednak pewna osoba wierzy we mnie. Nie chce jej zawieść. Razem przez to przebrniemy, bo razem znaczy lepiej...

Słowem klucz dzisiejszego dnia i kilku następnych będzie "zalicznie". Od 16:00 ślęcze to nad notatkami, to nad referatami, recenzjami. A to dopiero wierzchołek góry lodowej. Tak to już jest, gdy olewa się od października. A potem za "piękny uśmiech" nikogo nie przekonasz. Życie. Epicentrum mojej złości, bezsilności przypadło na godzine 14:15, na romantyzmie zostałem posądzony o plagiat. Rzekomo, na kartach mojej pracy o heroizmie Kordiana cytowałem BRYK.pl, co oczywiście jest nieprawdą, którą jutro mam zamiar wytłumaczyć. Ponoć wystarczy opatrzyć tekst przypisami, ale ja chce wykazać że pani doktor się myli. Bo jedynie parafrazowałem mój zeszyt do polskiego z liceum. Co nijak ma się do BRYKa. Bardzo jestem ciekawy, czy moje argumenty przekonąją wykładowczynię. Nie omieszkam zdać relacji już jutro.

 

 

"Są ludzie, którzy wszędzie niosą światło..."

B.:*

 

Trzeci dzień tygodnia.

Uff. Wtorek. Nie będę ukrywał że czekałem na ten dzień. Nie wyjaśnie czemu. Po prostu chciałem, żebym 18 dzień stycznia miał za sobą. A wszystko dzięki ruchowi obrotowemu ziemi:-). Od ostaniego wpisu zmienił się dzień, ale minęło raptem trzy godziny. Odbyłem ciekawą i kojącą rozmowe telefoniczną. Niezbyt długą, zważywszy na to, że lubię prowadzić rozmowy "słuchawkowe". Ale jestem spokojniejszy.

Basia już śpi, więc powinienem zrobić to samo. Dobranoc wszystkim.

 

 

 

/Uwielbiam:*

poniedziałek, 18 stycznia 2010
Tak na pół gwizdka...

Bez zbędnych ceregieli. Obiecałem pewnej osobie, że tu dziś zawitam. To jestem. Co tu dużo mówić. Dzień jak dzień, oczywiście nie udało się uzyskać zaliczenia z leksykologii, bo jak zwykle musiałem coś zrobić źle. Dokładnie to: "twoja praca zaliczeniowa ma kilka niedociągnięc które musisz poprawić" powiedziała pani profesor. Oddalając wpis o kolejny tydzień. No pewnie... Ale sprzeczać się nie sprzeczałem, bo co by to zmieniło. Spuściłem głowe i wyszedłem na przerwe. Następnie angielski, tym razem pani magister uświadomiła mnie o zaległych pracach o których (a jak myślicie) zapomniałem! Ale mimo to, pisałem chyba z 10 różnych testów potrzebych do zaliczenia  Umiejętności Zintegrowanych, od czytania ze zrozumieniem, po "fill the gaps", a kończąć na słuchaniu. Po ok. godzinie wyszedłem zmęczony. Niestety wiele czasu na przerwe nie miałem, od razu zaczynam kolejne zajęcia, na których  wynudziłem się słuchając referatów.

Jak dobrze, że dzisiaj kończymy razem Basiu. Wracając razem, mimo że miałem niezbyt dobry humor, to śmiałem się jak dzidzuś. Tak swoją drogą jestem z Ciebie dumny, ta fonetyka - jeszcze raz gratuluje! Wiem, że zjadłaś wiele stresu, ale opłaciło się 4.0 w indeksie zawsze wygląda lepiej niż 3.0 :-)

Kończę, chociaż powinien napisać parę słów do Steffena. Chłopie jeszcze sporo czasu minie, zanim to odczytasz. Teraz śpisz pewnie skąpany w brzusiu Twojej mamusi. Na pewno jest Ci dobrze. Ale wierz na słowo, po mojej stronie jest jeszcze wspanialej! Do czerwca już niedługo. Także wyluzuj i nie kop mamy, bo to niegrzecznie!

Pozdrawiam.

B. :*

 
1 , 2